Mama i super wykrój.


Już czuła na plecach ognisty podmuch z krateru Szyciowych Potrzeb. Wagonik, na którym umieszczona była maszyna do szycia, niebezpiecznie zachybotał się na torach starych nawyków. Igła złamała się w trzech miejscach, a jej elementy rozprysły się na boki… Nie ciągnąć za materiał, nie ciągnąć za materiał - pomyślała i ponownie pochyliła się nad maszyną… A czas naglił. Była jak Indiana Jones.

Omijała podstępne rozpadliny i ściany naszpikowane kolcami, przeskakując nad szpilkami, które strącił pęd szycia. Przewidywała kolejne pułapki, spinając dokładnie pikowany ortalion i zważając na jego zeszycie, szczególnie na etapie zszywania rękawa.

Prosty wykrój, który miał być wycieczką w znane rejony, zamienił się w wyprawę po skarb Inków. Prosty wykrój na bluzę… Taaaa - pomyślała Mama i kilkoma śmiałymi cięciami zamieniła wykrój w mapę przygody, składającą się z kilku elementów więcej.

I teraz pędziła na łeb, na szyję, bo jeszcze zamek i podszewka, no i kaptur. Nagle, jak Indiana Jones, wyhamowała tuż przed przepaścią. Sięgnęła po kolejny element wykroju, jak Indiana Jones po swój słynny bicz, i zamarła, jak Indiana Jones, gdy nie znalazł bicza w miejscu, w którym był zawsze… Wykroju nie było. Nerwowo przeszukiwała wszystkie możliwe miejsca. Zalegające resztki zaczęły wzbijać się w powietrze i z efektem slow motion opadać na podłogę… Szpilki potoczyły się pod ściany, centymetr okręcił się wokół nóg taboretu. Brakującego elementu nie było. Nie było środkowej części kaptura, bez której kontynuacja pracy była niemożliwa.

Przecież go wykroiłam - myślała Mama - a może nie…? - zwątpiła. Wtedy błyskawica pamięci odnalezionej rozdarła niebo: - Nie wykroiłam tego elementu!!! - zawołała Mama i rzuciła się w stronę nożyczek i resztek ortalionu. Po chwili naciskała z impetem pedał maszyny, doszywając brakującą część.

Teraz mogła w skupieniu oddalać się od Przepaści Szyciowych Porażek. Domykała super wykrój wszywając dzianinę punto do wnętrza kaptura i podszewkę do całości, wciągając gumkę do rękawów. To było jak podmiana kryształu na worek z piaskiem. Skupienie, precyzja, refleks. Już przybijałam piątkę z Indianą Jonesem, gdy nagle trzasnęły drzwi…

- Maaamooo, co z tą kurtką? - zawołał od progu Młodszy. Jak wyrwana z transu rozejrzałam się po pracowni. Po raz kolejny przypomniałam sobie, by nie upominać Nieletnich, że mają bajzel w pokoju, bo ja w kwestii bajzlu jestem mistrz. Resztki ortalionu i podszewki, arkusz z wykrojami, kilka magazynów Ottobre, folia do wykrojów, pisak - wszystko to zalegało na stole i podłodze w nieładzie…

Młodszy już paradował w kurtce, oceniając, do czego mu będzie pasowała i informując mnie, co jeszcze muszę mu uszyć. Ciąg dalszy szyciowych przygód w stylu Indiana Jones wkrótce…


Pozdrawiam

Jola

PS. pierwotny wykrój pochodzi z Ottobre Kids, materiał to pikowany z owatą ortalion w dwóch kolorach, który nabyłam w sklepie stacjonarnym Świat Tkanin Tarnów.




Wakacje w paski

  Wiecie jak szybko działa berlińska policja? Tak szybko, że nawet w myślach nie zdążycie wymówić "Louis Vuitton". W kolejnej sekwencji myślowej zaczynacie się zastanawiać, czy niemiecka policja przypadkiem nie wdrożyła już prewencji rodem z "Raportu mniejszości" Spilberga. Wiedzą, co się stanie, zanim to nastąpi. Niebywałe!

 Ale od początku: Zatrzymaliśmy się wzdłuż uliczki Wielandstrasse. Mąż udał się do hotelu w celu pozyskania karty parkingowej. (My wyciągamy te ślicznie poukładane walizki). Ledwie drzwi pensjonatu zamknęły się za M, za naszym autem zatrzymał się radiowóz na sygnałach.  Ale że już?! My tylko na Olympiastadion byliśmy i nie przejechaliśmy nikogo... Ale, że coś zamierzamy zrobić niezgodnie z przepisami? Żebyście wiedzieli, ile myśli może człowiekowi przemknąć przez umysł w tych zaledwie kilku sekundach, od momentu spostrzeżenia świateł koguta policyjnego, do chwili zorientowania się, że nie w naszą stronę kierują się funkcjonariusze władzy. Układałam już sobie całe zdania, w języku obcym, (co z tego że włoskim, człowiek w szoku, w obcym kraju, może doznać syndromu "wieży Babel"), że my tylko na chwilę, że bagaże, że karta parkingowa... A oni we czterech, w pełnym rynsztunku, biegiem nie do nas...

   Moje myśli gnały, jak cząsteczki rozpędzone w Wielkim Zderzaczu Hadronów, a oni w inną stronę poszli! Pobiegli! W stronę sklepu Louis Vuitton, który to miał siedzibę na rogu ulicy. A żadnej informacji o promocji nie zauważyłąm... Po przeciwnej stronie była Prada, a dalej Dolce&Gabbana i Chanel i inne temu podobne... Bo to była całkiem miła ulica, taka markowa. A samochód policyjny stał tam i stał...

  - O rany, mamo, mało mi paski z koszulki ze strachu nie zeszły - powiedział Młodszy, gdy już było po wszystkim. 

   Ale mina M, który wyłonił się po niejakim czasie z czeluści Hotelu Kima i zobaczył nas i radiowóz na sygnale - bezcenna :)

  A koszulki z których paski nie schodzą, mimo różnych emocji, to bawełna z różnych źródeł od Miekkie.com, przez Teofilów, po sklep stacjonarny Świat Tkanin, gdzie nabyłam lacostę w kolorze azzurro  po 5 zł/m!. Wykroje na koszulki pochodzą z Ottobre  i La Maison Victor. Wykroje na spodenki krótkie, to Burda 2/2016 - Mąż, Ottobre (modyfikacje bojówek) - chłopcy.