Koniec z dzianinami

 Koniec z łatwym szyciem.

Dzianiny przesunęłam na tył szafki.

Wyjęłam cienki jeans.

Postanowiłam zmierzyć się z wykrojami z Papavero, a tam wiadomo : cięcia, zaszewki, zamki kryte, odszycia, stębnowania... Kilka miesięcy temu zachłysnęłam się tą stroną i kilka propozycji bardzo przypadło mi do gustu. Jednak, po uszyciu pewnej sukienki, dałam sobie spokój. Za dużo musiałam zmieniać i dopasowywać i trochę mnie to zniechęciło.

 Wszystko przez dekadę pracy na wykrojach Burdy. Przyzwyczajenie drugą naturą człowieka...

Upłynął czas, wykroje nabrały mocy urzędowej, wspomnienia trochę przyblakły i powróciłam do pomysłu na sukienkę z Papavero.

Skroiłam, zeszyłam, przymiarka... i się zaczęło: zlikwidować dodatkowe zaszewki na wysokości talii, by móc oddychać; na ramionach podnieść, szczególnie tył względem przodu; podkroić dekolt tyłu; zmniejszyć szew piersiowy- szczególnie pod piersią; głębiej wszyć zaszewkę tylną; zwiększyć podkrój pachy, no i skrócić. Przymiarka - ok, można oddychać i siadać, ale lepiej stać na baczność.  No super, ale sobie dopasowałam.

Wykończenie pomarańczową nitką, bo jak jeans - to jeans.

Reszta to gimnastyka korekcyjna.

Należy być nieustająco na wdechu ( tak do 67 roku życia ), co ma wpływ na napięcie mięśni brzucha.

Głowa do góry, łopatki ściągnięte, biust do przodu.

Nie garbić się, pośladki napięte.

To nie sztuka uszyć sobie sukienkę z dzianiny.

Sztuka uszyć sukienkę z jeansu i tak sobie ją dopasować, żeby zmuszała do korygowania sylwetki.

Coś mi się zdaje, że trzeba będzie więcej się ruszać, albo MJ...